piątek, 13 marca 2015

dropsik

chłopcy dostali w zeszłym miesiącu w prezencie rybka - wg etykietki ze sklpeu nazywa się toto kometa, jest pomarańczowe w białe ciapki. józio stwierdził, że te plamki wyglądaja jak dropsiki (pintarolas) i tak zostało, rybek zwie się pintarolas.

podczas ostatnich pięciodniowych wakacji oddaliśmy dropsika na przechowanie koleżance z pokoju obok. woda zmieniona, karmić raz dziennie, cztery kuleczki rybiego pokarmu i tyle, zapewniłam nianię. po powrocie s. mówi: ależ ta twoja rybka narwana, w nocy mnie budziła! uśmiechnęłam się i pomyslałam: ot, przesadza, żeby było zabawniej...

i siedzę ja sobie parę dni temu przy biurku, czytam, w pokoju panuje cisza, nagle słyszę coś jakby chrobotanie. myszy? - myślę z pewnym obrzydzeniem i zaczynam nasłuchiwać w różnych kątach pokoju. chrobotanie powtarza się, nasłuchuję - toż to przecież zaraz obok biurka... i cóż widzę? dropsik skurczybyk ryje nosem w kamyczkach po dnie akwarium, ewidentnie w poszukiwaniu żarcia. pewnie w poprzednim życiu był słoniem i pozostał mu apetyt. albo taki ma charakter, że energia go roznosi i co jakiś czas musi zobić zadymę, przestawić meble w domu, wyżyć się. niech się wyżywa, dropsik rybka z zacięciem robotnika w kamieniołomach.

wtorek, 3 marca 2015

moje nowe koleżanki

r. ma trójkę dzieci, dwie dziewczynki i chłopca w wieku od 8 do 15 lat. miała jeszcze jednego chłopczyka, byłby w wieku mojego józia, ale rok temu zmarł na raka.
r. opowiada, że kiedy z jej partnerem, ojcem ostatniego chłopczyka, układało się coraz gorzej (czyt. bił ją coraz częściej i mocniej), złożyła skargę na policję, a on w odpowiedzi złożył do sądu pozew o odebranie jej praw rodzicielskich i ustalenie go jedynym opiekunem dziecka. pierwszą rozprawę ustalono na dzień 14 listopada. 7 listopada chłopczyk zmarł. r. pojawiła się w sądzie, żeby poinformować, że syn zmarł - kiedy usłyszała jego imię wypowiadane przez sędziego, nie mogła przestać płakać.

c. ma trójkę dzieci w wieku od 5 do 11 lat, dwie dziewczynki i chłopca. opowiada mi, że w domu niczego nie brakowało, kasy starczało na wszystko, tylko facet ją od czasu do czasu bił. ale cierpliwość tak naprawdę straciła, kiedy nakryła go z inną. w sensie, odkryła, że ma dwa domy i dwa równoległe życia. pytam, czy się nie boi. nie, chwilowo nie, bo "nieboszczyk" (tak dziewczyny mówią o mężach, od których uciekły) siedzi.
- ach, tak szybko go skazali za bicie żony?
- nie - wyjaśnia c. z pobłażliwym uśmiechem - siedzi za napad z bronią w ręku. wpadł miesiąc po tym, jak zabrałam dzieci i uciekłam. a poza tym, wiesz, kociu, ja poczułam, że miarka się przebrała, jak on zaczął mi dzieci trenować, żeby kradły w sklepach, a potem zaczął zabierać je na napady.
- ?????????!!!!!!!!! c, na miłość boską, kim twój gach był z zawodu?
- policjantem.

s., mężatka od lat siedemnastu, matka dwóch nastoletnich chłopców. bita przez męża w zasadzie do samego początku małżeństwa. bici byli też chłopcy - szczególnie, jeśli bronili matki. po kilku miesiącach w schronisku udało jej się wreszcie złożyć wniosek o rozwód. na pierwszej rozprawie, która służy ustaleniu, czy aby może małżonkowie nie są skłonni się pogodzić, sędzia pyta s., czy utrzymuje są decyzję o rozwodzie. s. odpowiada, że tak, że nie ma o czym dyskutować. sędzia zwraca się do jej jeszcze-męża:
- a czy pan zgadza się na rozwód?
- w żadnym wypadku, wysoki sądzie, ja bardzo kocham moją małżonkę.
- proszę pana - odpowiada na to sędzia - wie pan, coś tu jest chyba nie tak, bo pańska małżonka od sześciu miesięcy przebywa wraz z dziećmi w schronisku dla ofiar przemocy domowej... to jak to jest tak naprawdę z tą miłością?

... i mogłabym tak jeszcze długo. te historie się nie kończą, co miesiąc-dwa jedna z nas organizuje sobie życie na nowo i wychodzi ze schroniska, a trafia tu do nas nowa dziewczyna. zmieniają się imiona, wiek dzieci, miasto, zmienia się jeden czy drugi szczegół, ale esencja jest taka sama.

to prawda, że przemoc rośnie w ciszy. jak długo będziemy milczeć, jak długo będziemy odwracać wzrok i udawać, że nic nie słyszymy, nic nie widzimy, nic nie zauważamy, tak długo te historie będą się powtarzać.

posłuchajcie, moi mili, przemyślcie:
http://www.ted.com/talks/leslie_morgan_steiner_why_domestic_violence_victims_don_t_leave

sobota, 28 lutego 2015

najpierwszy najlepszy przyjaciel

odbieram wczoraj józia z przedszkola. kiedy wchodzę do sali, młodzież zajęta jest rysowaniem. chłopiec siedzący obok józia zwraca się do mnie:
- proszę, narysowałem to dla pani.
- ach tak? to opowiedz mi, co narysowałeś.
- tutaj jest statek kosmiczny, tutaj niebo, a tutaj ja i józek.
- już wiem - to ty jesteś michałek.
- skąd pani wiedziała?

...skąd wiedziałam...
rano, kiedy odprowadziłam józia do przedszkola, rozmawiałam chwilkę z wychowawczynią, przemiłą panią tereską o czarownej chrypce janis joplin.
- pani kociu, ten pani józio i michałek to się dobrali w korcu maku! duo inferno! jak oni się nawzajem nakręcają! czasem to aż się muszę na nich ostentacyjnie obrazić, żeby się uspokoili...

bardzo jestem dumna z mojego syna, że już wyrobił sobie, na spółkę z michałkiem, renomę przedszkolnego łobuza. a tymczasem przyjaźń kwitnie: kilka dni temu józio zaprezentował mi z dumą prezent, jaki dostał od michałka: niteczkową bransoletkę przyjaźni. noszą obydwaj takie same i nie zdejmują ani to spania, ani do kąpieli. dozgonna przyjaźń zobowiązuje.


poniedziałek, 9 lutego 2015

wierszyki na dobranoc

dzieci moje dostaly pod choinkę od miłych cioć pięknie wydane wiersze wandy chotomskiej. wczoraj czytaliśmy do poduszki, aż doszliśmy do "kołysanki dla mamy i taty":

Najpierw była wielka miłość, wielka miłość,
mama z tatą, pełen szczęścia ciepły dom.
Potem wszystko się dzieciakom zawaliło.
Gdzie ten tata, gdzie ta mama teraz są?

Kołysanka dla taty i mamy, gorzka jak piołun.
Nie ma domu, wspólnego domu.
Nie ma stołu, wspólnego stołu.
Kołysanka dla taty i mamy, gorzka od łez,
podpowiada, że oprócz was dwojga
na tym świecie ktoś jeszcze jest.

Mamo, proszę, daj się ze mną spotkać tacie.
Tato, proszę, ty o mamie nie mów źle.
Chcę was kochać, chociaż już się nie kochacie.
Ja was zawsze, całe życie kochać chcę.

(...)

jak mam ci, syneczku, dać się spotkać z tatą i nie drżeć ze strachu, że znowu cię będzie bił, "bo mu wolno"?
jak mam was uchronić przed wrzaskiem, przemocą, wyzwiskami, jak mam wam wymazać z pamięci groźby tatusia, że mamę pobije, jeśli będzie nadal "wtrącała się w wasze wychowanie", że psa wytrenuje, żeby ją zagryzł, jeśli będzie mówiła do was po polsku, że ją zabije?

nie ma wspólnego domu i nie ma wspólnego stołu, i nigdy już nie będzie. im dłużej się nad tym zastanawiam, tym wyraźniej widzę, że nawet to, co teoretycznie kiedyś było wspólne, tak naprawdę zawsze było rozdzielone i osobne.

i chociaż nie wiem, jak odpowiadać na wasze pytania: "kiedy odwiedzimy tatusia", chociaż wiem, że wasze nadzieje: "tatuś już nas więcej na pewno nie będzie bił" są płonne, chociaż wiem, że tęsknicie i wypieracie złe wspomnienia - i jest mi ciężko - wiem, że uciekając tamtego dnia z domu i zabierając was ze sobą, postąpiłam słusznie. i dziś, jutro, zawsze, po tysiąc razy zrobiłabym to samo.

wiem, że kiedy podrośniecie, sami to zrozumiecie. a teraz pozostaje mi spokojnie tłumaczyć wam coś, czego nie potrafię wytłumaczyć, słowami, których nie umiem znaleźć. i mieć nadzieję, że zawsze będę umiała was obronić.

czwartek, 1 stycznia 2015

w nowym, na pewno szczęśliwszym od poprzedniego roku...

młodzi odpadli przed północą i nie doczekali fajerwerków, które wstrząsnęły miastem. ja co prawda dotrwałam, ale fajerwerki nie robią już na mnie takiego wrażenia jak wtedy, kiedy miałam pięc lat :)

teraz młodzież jeszcze śpi w abstrakcyjnych pozach, pochrapując z lekka, a matka od dwóch godzin w pełnej gotowości, wykonuje swoją krecią robotę, skanując tony dokumentów i przesyłając je, gdzie trzeba.

zacytuję wam jeszcze tylko piosenkę julka, znak, iż dziecko intensywnie przyswaja język matczysty:

pojedziemy na zakupy,
pojedziemy na zasiusiu!

mundre i zdolne to dziecko, niczym druga orszulka kochanowska.

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO  W NOWYM ROKU!!!

czwartek, 18 grudnia 2014

jestem królem szczęściarzy!

lepiej - to tylko wygrana w totka :)

chcę podzielić sie z wami cudowną wiadomością: sąd zadecydował dziś, że do czasu wydania ostatecznego wyroku chłopcy pozostają pod moją opieką, a spotkania z ojcem będa odbywały się wyłącznie pod nadzorem służb do tego przygotowanych. zasądzono mi też alimenty - może nie w jakiejś powalającej wysokości, ale w całkiem przyzwoitej, jak na obecną sytuację.

jak to mawia józio: dzisiaj jestem królem szczęściarzy!

dziękuję wam za modlitwę, za dobre myśli, za wsparcie. jesteście cudowni - moja rodzino, moi przyjaciele, i wy, do niedawna obcy ludzie, którzy pomagacie nam wygrać tę batalię o spokojne, szczęśliwe dzieciństwo. dziękuję wam wszystkim, którzy stoicie za nami murem.

niedziela, 2 listopada 2014

okruszki noramlności

podczas mszy świętej, po komunii, ksiądz odnosi kielich z hostiami do tabernakulum. józio szepcze mi na ucho:
- zobacz, mamusiu, ksiądz chowa opłatki do sekretnej lodówki!