sobota, 18 stycznia 2020

bendonc młodym pacjentem...

jaś-nie-pan udaje, że ma grypę (bo tak naprawdę to wiemy, chce być po prostu w centrum uwagi, jak każdy facet, nawet 7-tygodniowy), więc trafiliśmy przedwczoraj na oddział pediatryczny.

najnieprzyjemniejszym aspektem jest odsysanie gluta z nosa i gardła aspiratorem. najlepszym - że umieścili nas w izolatce, więc cisza i spokój, zakaz odwiedzin (tylko mąż zastępuje mnie na 2h dziennie, żebym mogła pojechać do domu, wykąpać się, przebrać i ucałować stęsknioną zochę), a personel, owszem, zagląda często, ale ogranicza swój pobyt u nas do minimum.

mamy widok na pobliska szkołę i dziateczki zasuwające o poranku na lekcje - miodzio dla tego, kogo nie obejmuje już obowiązek szkolny! :)

młody, podpięty do pulsoksymetru od 48 godzin, ma się raczej dobrze, na szczęście. matka miała wreszcie okazję sprawdzić, jak się śpi na rozkładanych fotelach, które znamy z seriali o lekarzach. nie śpi się wcale źle. trzeba tylko skoordynować ruchy (rozumiecie, mindfulness, skupienie i pełna świadomość celowości każdej czynności), bo fotel stawia opór przy rozkładaniu, a składa się nawet przy puszczeniu bąka, sadzając zaspaną matkę do pionu.

mindfulness w wydaniu szpitalnym wyraża się również tym, że ubikacja nie ma klapy, więc na pierwszy rzut oka (w środku nocy, nad ranem, bez okularów) wygląda tak samo jak znajdujący się zaraz obok bidet. trzeba się skupić i świadomie wybrać, gdzie postawimy porannego klocka. ale niewymiernym plusem jest fakt, że jako izolowani mamy własną łazienkę, żeby nie zarażać innych; rodzice z sal niezakaźnych korzystają ze wspólnych łazienek na korytarzu. postawienie klocka w bidecie we wspólnej łazience byłoby zdecydowanie faux pas.

dodam jeszcze na marginesie, że w szpitalnej stołówce rozpoznają mnie wszystkie pielęgniarki z porodówki, ba! pamiętają nawet, że urodził się syn (a nie córka) i że miał dziwne imię :) poczytuję to sobie za komplement, bo od narodzin jasia każda z nich miała pod opieką kilkaset ciężarnych. a tu proszę: witamy się z uśmiechem nad zapiekanką warzywną i zupą-wodzianką.

co do imienia, to portugalska wymowa imienia "jan" ("żan") niezmiennie mnie bawi i przypomina piosenkę earthy kitt:

Hey Jacque
Have you seen Louie
Is he still in Paree?
I wait day after day
in that cafe, down by the river

i tak oto, hospitalizujemy się nieco z przymrużeniem oka. za chwilę obchód - może już dziś nas wypuszczą do domu. trzymajcie kciuki!

niedziela, 5 stycznia 2020

sezon zimowy w pełni

sezon zimowy, jak wiadomo, w pełni, nawet w kraju o tak tropikalnym klimacie (buahahaha) jak portugalia. w związku z powyższym w aptekach w całym kraju skończył się paracetamol w syropie dla zasmarkanych dzieci - oświadczył małżonek po powrocie z apteki. myślałam, że sobie ze mnie kpi, ale nie, aptekarka sprawdziła. czyli zima zaskakuje nie tylko drogowców i nie tylko w polsce.

dzieci zasmarkane, my zasmarkani, nasza niania o jednym płucu też zasmarkana. wydawać by się mogło, że dobieramy nianie zgodnie z wytycznymi pfron-u, bo i poprzednia niania, cudowna sąsiadka nasza, też po różnych cięciach - ale nie, to czysty przypadek.

na forum rodaków w portugalii od kilku tygodni pojawiają się wpisy "a czy wy też płakaliście z zimna przez pierwszą zimę spędzona w portugalii?..."

tak, płakałam rzewnymi łzami. pierwszy mój pobyt w portugalii zaczął się pod koniec stycznia 2005 roku. na dworze cudne słoneczko, w domu ziąb taki, że poranne siki zamarzały, zanim dotarły do muszli. wychodziłam z domu, żeby się ogrzać. pierwszego dnia gospodyni przyniosła mi dodatkowy koc, drugiego - dodatkowa grubą kołdrę. trzeciego dnia przyniosła butelkę domowego bimbru.

poza tym - chciałoby się napisać, że wszystko w normie, ale nie, niestety. ostatnie tygodnie starego roku dały nam mocno w kość pod każdym względem, więc nawet ogromna radość z narodzin jasia przyćmiona została mocno ciężarem innych kłopotów. mamy jednakowoż świadomość, że nic nie trwa wiecznie - złość, mściwość, prześladowania i podłości też przemijają. trzymamy się razem i trwamy.

tego również i wam życzę w tym roku: wytrwałości, siły, radości nawet pośród zmartwień.